Jesteś tutaj:

"Miłość na statku"

Data: 01.06.2020 r., godz.     498
Najnowsza książka kpt. Eugeniusza A. Daszkowskiego, Honorowego Obywatela Wyszkowa dostępna we wszystkich naszych placówkach. Serdecznie zapraszamy.


Dziewięć dekad i 26 książek kapitana Daszkowskiego

Eugeniusz Daszkowski, kapitan żeglugi wielkiej i pisarz marynista, w lutym br. ukończył 90 lat. Wiernym czytelnikom zrobił prezent - wydał kolejną książkę.

„Miłość na statku” to już 26. książka w literackim dorobku kapitana. Zapowiada, że ostatnia, ale prawie nikt w to nie wierzy. W rozmowie ze mną przyznał, że ma gotowy materiał na kolejną.
Ta najnowsza książka oraz te poprzednie potwierdzają, jak doskonałym obserwatorem i kronikarzem statkowego życia, ludzkich zachowań i armatorsko-portowych realiów jest kapitan. Nic więc dziwnego, że jego książki stanowią kopalnię wiedzy o naszej flocie, rejsach i morskich wydarzeniach sprzed dekad. Dziś młodszym czytelnikom i współczesnym marynarzom trudno uwierzyć, że tak się kiedyś pływało, że tak wyglądały porty i statkowe życie.
Kapitan całe swoje zawodowe życie związał z morzem. Pochodzi z Wyszkowa, jest absolwentem Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie, tej, która miała siedzibę przy al. Piastów. Pływał na prawie trzydziestu statkach, połową z nich dowodził. Przez dwie kadencje był rektorem Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie (obecnie Akademii Morskiej).
Jego przygoda literacka rozpoczęła się 62 lata temu. „Głos Szczeciński” zamieścił pierwsze opowiadanie pt. „Ostatni papieros”. Pochlebne opinie dziennikarzy i czytelników zachęciły go do pisania kolejnych opowiadań i reportaży z rejsów. Drukował je najczęściej w różnych ogólnopolskich tygodnikach. Wysyłał na konkursy literackie ludzi morza. Zdobywał nagrody. Sukcesy w życiu zawodowym szły w parze z sukcesami w życiu literackim. W roku 1970 otrzymał dyplom kapitana żeglugi wielkiej, a w dwa lata później ukazała się jego pierwsza książka. Nosiła tytuł „Wachta” i była zbiorem kilkunastu opowiadań. A potem, można powiedzieć, poszło lawinowo. Co parę lat ukazywały się kolejne książki i to w nakładach dziś niewyobrażalnych dla tego typu literatury - jednorazowo 30 tys. egz. Błyskawicznie znikały z księgarskich półek i trzeba było robić dodruki. Fascynowały czytelników egzotyką, dalekimi podróżami, które w latach 70. i 80. ubiegłego wieku dla większości Polaków były niedostępne.
Doskonałą inspiracją dla wielu z tych publikacji okazały' się rejsy kapitana do Afryki Zachodniej. Książki Daszkowskiego, wielokrotnie nagradzane, kochali czytelnicy i doceniali recenzenci. „Blindiarzy z San Pedro” nagrodzono Złotym Exlibrisem, a za „Afrykańskie spotkania” kapitan otrzymał literacką nagrodę im. Josepha Conrada. Książka doczekała się trzech wydań.
W kolejnych latach z wielkim uznaniem spotkała się biografia pani kapitan Danuty Kobylińskiej-Walas zatytułowana „Pierwsza po Bogu”. Bardzo cenioną pozycją jest „Ostatni rejs Narwiku”. Autor uwiecznił w niej niezwykłą wojenną historię statku, który uratował 1022 rozbitków. Tego nie dokonał żaden inny statek handlowy w czasie wojny.
Najnowszą książkę „Miłość na statku” kapitan zaprezentował w gościnnych murach Książnicy Pomorskiej w Szczecinie, która ufundowała jubilatowi i czytelnikom imponujący tort.
- Przez lądy, morza i oceany podążaj książko tam, gdzie cię oczekują. Rozsławiaj imię autora, marynarzy i miłość - tymi słowami matka chrzestna Grażyna Celińska-Skrzypczak ochrzciła książkę. Marynistycznej tradycji stało się zadość. Stanisław Heropolitański przeczytał fragmenty opowieści, a kapitan Lech Katkowski zaśpiewał kilka piosenek, akompaniując na gitarze. Ta wiadomość zapewne ucieszy sympatyków kapitana Katkowskiego. Otóż ma się ukazać płyta z jego piosenkami.
A „Miłość na statku”? To opowieść o uczuciu, które nagle się pojawiło, jednych uszczęśliwiło, innym złamało serce. To też historia jednego z rejsów do portów Afryki Zachodniej. W latach 70. ubiegłego wieku statki handlowe mogły zabierać kilkunastu pasażerów, mogły też płynąć rodziny marynarzy. Rejsy trwały dwa, trzy miesiące, było wiele portów, wiele wrażeń i wydarzeń, często trudnych dla kapitana. I zapewne dlatego dowódca statku, książkowy kapitan Kulig, często powtarza, że „najtrudniejszym, najbardziej niebez¬piecznym i nieprzewidywalnym ładunkiem są pasażerowie”.

KRYSTYNA POHL
Fot. JACEK PAWŁOWSKI

Źródło: „Obserwator Morski” Nr 3/2020, str.38