Jesteś tutaj:

Znajomy noblisty

474
Znajomy noblisty

To był gorący dzień dla Krzysztofa Mroziewicza. Okazało się, że jego znajomy Mario Vargas Llosa został laureatem literackiej Nagrody Nobla. Wieczorem, o spotkaniach z pisarzem, opowiedział gościom Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej.

Krzysztof Mroziewicz, niekwestionowany znawca tematyki międzynarodowej, były ambasador Polski w Indiach, Nepalu i Sri Lance, przyjechał do miejskiej biblioteki 7 października. Tematem dnia był Nobel dla Mario Vargasa Llosy, z którym Krzysztof Mroziewicz m.in. prowadził wywiad dla tygodnika "Polityka". Obaj wielokrotnie ze sobą rozmawiali.

- Mógłbym dziś rozpocząć z nim rozmowę tak, jakbyśmy ją skończyli wczoraj - wyznał gość spotkania. - Komitet przyznający nagrodę się przełamał. Mario Vargas Llosa był wymieniany jako kandydat do Nobla przynajmniej od dwudziestu lat. Wydawało się, że komitet ma problem z samym sobą, bo najwybitniejszego, obok Cervantesa, pisarza omija aż tak brutalnie - dodał.

Gdy w południe świat obiegła wiadomość o Noblu dla Llosy, musiał szybko napisać komentarz dla "Polityki". W trakcie spotkania w bibliotece odebrał telefon z telewizji z prośbą o komentarz w sprawie przyznawanej kolejnego dnia, pokojowej nagrody.

Jak przyznał, z uwagą i pietyzmem podchodził do dzieł Llosy.
- Czytałem "Rozmowę w katedrze" jak książkę do nabożeństwa - powiedział. Poeta, prozaik, eseista, wymieniany jako kandydat do literackiego Nobla Adam Zagajewski, to z kolei kolega Mroziewicza z lat młodości. Prócz sfery literackiej, żywiołem Mroziewicza jest także polityka. Odpowiadał na pytania gości spotkania, m.in. na temat sytuacji w Afganistanie i ataków z 11 września 2001 r.

- Kiedy dowiedziałem się, że awionetka uderzyła w wieżowiec World Trade Center wiedziałem, że to zrobił Ibn Ladin, bo zajmowałem się nim w Indiach - powiedział Mroziewicz, dodając, że tak powinno się wymawiać nazwisko tego terrorysty. - Jednemu z amerykańskich generałów pokazałem na mapie, gdzie jeszcze poprzedniego dnia Ibn Ladin przebywał. Sceptycznie odniósł się do szans zwycięstwa USA w Afganistanie.

- To bezsensowna, idiotyczna wojna. Prowadzą ją sztabowcy, którzy nigdy w życiu nie byli na froncie. Tej wojny nie da się wygrać - ocenił. Niezwykle ciekawe były także wspomnienia Mroziewicza ze spotkania z Jaserem Arafatem, z którym miał zrobić wywiad dla Playboya. Na koniec spotkania gość podpisywał swoje książki.


Źródło: "Wyszkowiak" nr 41 z 12 października 2010 r.