Jesteś tutaj:

Mroziewicz w bibliotece

491
Mroziewicz w bibliotece

Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie z dziennikarzem, publicystą i dyplomatą Krzysztofom Mroziewiczem, które odbyło się 7 października w miejskiej bibliotece. Bohater wieczoru mówił o gorących tematach współczesności, m.in. o tegorocznym literackim laureacie Nagrody Nobla - Mario Vargas Llosie, który jest jego bliskim znajomym, a także terroryzmie i Bliskim Wschodzie.


Gdy Krzysztof Mroziewicz był w naszej bibliotece w 2006 roku podczas Wyszkowskich Spotkań z Książką (mówił o Indiach i dyplomacji), otrzymał w prezencie bumerang, żeby wrócił.

- My dzisiaj inaczej, niż planowaliśmy, poprowadzimy to spotkanie
- zaznaczyła dyrektor biblioteki Małgorzata Ślesik-Nasiadko - ponieważ tak się stało, że Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury otrzymał Mario Vargas Llosa. Część tego spotkania poświęcimy temu tematowi, bo pan Krzysztof Mroziewicz jest bardzo bliskim znajomym laureata. Tłumaczył jego teksty na język polski, dziś na gorąco komentował w mediach to wydarzenie.

- Przez wiele lat mówiliśmy o tym, że Mario Vargas Llosa nie dostanie tej nagrody - przypomniał Krzysztof Mroziewicz - bo jest za wielkim pisarzem, żeby ją otrzymać. W regulaminie nagrody jest napisane, że nagroda literacka przyznawana jest dla dobrze zapowiadającego się młodego pisarza. Myślę, że Komitet Noblowski przełamał siebie samego, bo Mario Vargas (jesteśmy po imieniu od 1968 roku) jest wymieniany wśród kandydatów do Nagrody Nobla od przynajmniej 20 lat. Mnie się wydawało, że Komitet ma problemy sam ze sobą, skoro najwybitniejszego, obok Gabriela Garcii Marąueza, pisarza hiszpańskojęzycznego od czasów Cervantesa ignoruje.

Krzysztof Mroziewicz poruszył też temat terroryzmu. Za czasów sowieckich był wieloletnim korespondentem wojennym w Afganistanie, już wtedy zetknął się z nazwiskiem Ibn Ladina. Usama Ibn Ladin, którego kieszonkowe wynosi 5 miliardów dolarów, ma 53 braci i jeszcze rodowy biznes w Arabii Saudyjskiej. Z pochodzenia jest Jemeńczykiem, wywodzi się z jednego z najuboższych krajów arabskich.

- Wygrać tego nie można - mówił o wojnie w Afganistanie. -Pamiętam, jako korespondent wojenny z Afganistanu, kiedy Gorbaczow, przed wycofaniem wojsk sowieckich z Afganistanu, zapytał swoich wojskowych: Czy tę wojnę można wygrać? Odpowiedzieli mu: Nie! W Algierii, gdzie gór nie ma, generał de Gaulle miał 135 żołnierzy i oficerów na l partyzanta. I z podkulonym ogonem musiał wracać do Francji.

Powiedział, że Bush posłał wojsko do Afganistanu, żeby złapać Ibn Ladina, ale do tej pory bez rezultatu. - A tymczasem wszystko tam mobilizuje się przeciwko siłom obcym - zauważył - Amerykanom, Kanadyjczykom, Polakom. To wszystko jest bezsensowną, idiotyczną wojną, którą prowadzą sztabowcy, którzy nigdy w życiu nie byli na froncie.

- Jestem oburzona codzienną dyskusją na pół świata na temat lotniska pod Szczytnem - stwierdziła jedna z uczestniczek spotkania, ponieważ te informacje powinny być tajne.

- Napisałem pod własnym nazwiskiem tekst "O torturach na Mazurach", który ukazał się w miesięczniku "Kraków". Jeżeli jesteśmy członkami NATO, to nie może być tak, jak u nas jest, że metodą referendum ogólnonarodowego wybiera się szefa wywiadu, jak to było w przypadku pana Ananicza, byłego ambasadora w Turcji. Przecież na świecie nikt nie wie, kto jest szefem wywiadu. Szefem wywiadu brytyjskiego jest kobieta, nikt nie wie, jak ona się nazywa. Takich rzeczy się nie ujawnia. Jeżeli w Szymanach lądowały jakieś samoloty, to one miały prawo tam lądować, bo Polska jest członkiem NATO. Czy tam torturowano? Amerykanie zachowują się brutalnie w Guantanamo na Kubie. Natomiast nie pozwoliliby sobie na brutalność w Szymanach, ponieważ wiedzą, że z Polakami nie można żadnej tajemnicy zagwarantować, bo to za chwilę wycieknie.

Na pytanie, kiedy będzie spokój na Bliskim Wschodzie, Krzysztof Mroziewicz zdecydowanie odpowiedział: Nigdy!

- Próbowano wielokrotnie porozumieć się. Główną winą trzeba by było obarczyć nieżyjącego Jasera Arafata. To był pan, który najbardziej lubił oglądać kreskówki w telewizji. On jest Kuwejtczykiem. To nie była wielka postać, jeżeli chodzi o intelekt, ale wielka, jeśli chodzi o handel bronią.

- Kiedy będzie następne spotkanie? - zapytał ktoś z sali.

Termin nie został sprecyzowany, ale być może Krzysztof Mroziewicz, który w czasach studenckich był kierownikiem klubu "Hybrydy", na następnym spotkaniu wystąpi w roli didżeja.



Źródło: "Nowy Wyszkowiak" nr 41 z 12.10.2010 r.