Jesteś tutaj:

BRYLLOWANIE

524
BRYLLOWANIE

20 lutego, w Miejsko - Gminnej Bibliotece Publicznej w Wyszkowie odbyło się muzyczne spotkanie z poezją Ernesta Brylla.

Za dziesięć osiemnasta, na sali jest tylko kilka osób. Przez chwilę towarzyszy mi bardzo smutna myśl, że więcej nas już nie będzie... Publiczność zbiera się powoli (ale jednak) i wśród szurania krzeseł słucham, jak dwóch nobliwych panów wymienia poglądy na temat poezji Ernesta Brylla: "prostym językiem pisze... i zasadnie...". Tymczasem widownia wypełniła się po brzegi i trzeba było nawet dostawić więcej krzeseł - co przyjmuję za dobry znak.

Trzecia nad ranem...

Na scenie tylko Poeta i Marcin Styczeń, za sprawą, którego mogliśmy wysłuchać wierszy Brylla w fantastycznych gitarowych aranżacjach. Nie można było zacząć inaczej, niż tylko "Trzecią nad ranem". Trzecia nad ranem to dla Ernesta Brylla godzina szczególna, a nawet jak to Poeta określił - godzina okrutna, bo właśnie wtedy często budzi się i właśnie wtedy znać o sobie dają dawne żale. Przez cały czas trwania spotkania, w powietrzu unosiło się pytanie zadane przez poetę: "Co się z nami stało"". Egzystencjalnych pytań tego wieczoru padało więcej, bo spotkanie miało charakter bardzo spontanicznego dialogu pomiędzy poetą, jego "młodzieżówką" (tak Bryll określił wykonującego jego wiersze Marcina Stycznia) i publicznością. "Młodzieżówkę" zresztą Bryll ma prześwietną! Styczeń przeobraził słowa poety w porywającą muzykę. Usłyszeć mogliśmy i kołyszące nastrojowe ballady,
i płomienne bluesy.

Nawet ci, co nie chcą, jednak ulatują...

Zaprezentowane tego wieczoru wiersze, te śpiewane i te czytane, były syntezą bogatej twórczości Ernesta Brylla, a zarazem trafnym komentarzem do obecnej rzeczywistości. Tytułowe "bryllowanie" stało się dla mnie poszukiwaniem odpowiedzi na to, jak żyć
w dzisiejszym zabieganym świecie.

Oj gębo moja..., czyli jaka jest "gęba" Brylla"


Kto był, ten się przekonał, że "gęba" Brylla nie jest wcale tak zniekształcona, jak utrzymuje sam autor. Poeta sprawił na mnie wrażenie niezwykle zdystansowanego do samego siebie. Cały wieczór raczył publiczność anegdotami i żartami. Podśpiewywał nawet
tubalnym basem w duecie z Marcinem Styczniem, czym zaskoczył nie tylko mnie.


Źródło: "Kurier Wyszkowski" Nr 8 z 23 lutego 2010 r.