Jesteś tutaj:

Pisał, by dać nadzieję

657
Pisał, by dać nadzieję

Lubił forsycje, żartował prawie na każdym kroku, łagodny, liryczny, delikatny - tak o poecie, księdzu Janie Twardowskim mówił jego przyjaciel, krytyk literacki Waldemar Smaszcz - gość Dyskusyjnego Klubu Książki w bibliotece.

Waldemar Smaszcz nie po raz pierwszy zawitał do wyszkowskiej biblioteki. Za każdym razem słucha się go z dużym zainteresowaniem - niewiele osób mogłoby opowiedzieć w tak fascynujący sposób o księdzu Twardowskim. Znali się dwadzieścia trzy lata. Waldemar Smaszcz z tego okresu zapamiętał wiele szczegółów, anegdot, spotkań, wydarzeń. Gromadził każde zdjęcie, publikację, pamiątki z życia poety. Do dziś prowadzi swoje badania. Podczas spotkania w Wyszkowie z uczestnikami Dyskusyjnego Klubu Książki wspominał niesamowitą osobowość kapłana, który charakteryzował się skromnością i wyjątkowym poczuciem humoru.

- Ze wszystkiego robił dowcip, przepustką do niego była anegdota. Bywało, że wyciągał książkę naukową na własny temat, czytał trzy zdania i turlał się ze śmiechu - mówił literaturoznawca. Opowiedział o biografii poety ilustrując wykład zdjęciami z rzutnika. Jak wspomniał, Jan Twardowski urodził się w 1915 r. w Warszawie - w czasie kiedy panowały zwyczaje, atmosfera XIX w. Jego akt chrztu sporządzony był jeszcze w języku rosyjskim. Wrażliwość i artystyczne usposobienie odziedziczył po matce. Pierwszy wiersz zatytułowany "Różaniec" napisał będąc adeptem seminarium duchownego. Na kilka godzin przed śmiercią stworzył strofy, który miały by pożegnaniem ze światem. W nich także zawarł motyw różańca.
- Pokazywał dobro w swoich wierszach, pisał, by dać ludziom nadzieję - tłumaczył gość.

Był rektorem kościoła sióstr wizytek w Warszawie. Znano go z kazań dla dzieci. Pisał tylko podczas wakacji, przeznaczając na tę czynność miesiąc w roku. Uważał, że twórczość nie może przysłonić kapłaństwa. Bywał w Loretto, w Kamieńczyku podziwiał zachody słońca.

J.P.


Źródło: "Wyszkowiak" Nr 7 z 15 lutego 2011 r.