Jesteś tutaj:

Malarka słynna po całym świecie

709
Malarka słynna po całym świecie

Jarosław Górski na ostatnim spotkaniu z cyklu Czytamy malarstwo mówił głównie o obrazach Marii Wnękowej. Jej twórczość jest przykładem malarstwa naiwnego, które zyskało sławę.
Maria Wnęk (1922-2005) ukończyła tylko cztery klasy. Przez 13 lat uczęszczała na zajęcia plastyczne w Domu Kolejarza w Nowym Sączu. Niemal od dziecka ciężko pracowała fizycznie i była bardzo pobożna. Malarstwem zajęła się w 1960 r, gdy po wypadku przeszła na rentę inwalidzką.
Malowała bardzo dużo, właściwie niczym innym się nie zajmowała. Malowała na płachtach papieru tym, co akurat miała: ołówkiem, kredkami, farbami plakatowymi albo szkolnymi temperami. Wzorowała się na sztuce sakralnej, także greckokatolickiej (ikony).
Malowała świętych w typowych pozach, z aureolami.
- Jej twórczość jest gigantyczna - mówił Jarosław Górski. - To przykład artystki naiwnej, nieprofesjonalnej, której twórczość zaczyna charakteryzować obsesyjność.
Płachty papieru wykorzystywała z obydwu stron. Na jednej malowała obraz, drugą zapisywała maczkiem w kolumnach. To bardzo długie opisy, ich transkrypcje zajmują nawet 15-20 stron. Według nich obrazy, na których widać świętych, mają przedstawiać historie z trudnego życia malarki, która czuła się odrzucona przez innych i nękana przez nich.
Chociaż nigdy schizofrenii u niej nie zdiagnozowano, nie rozróżniała swoich obsesji i wyobrażeń od życia rzeczywistego. - Ma w sobie mnóstwo złych emocji. To żyjąca w nędzy kobieta, krzywdzona właściwie przez całe życie - zauważył kulturoznawca.
Ale miała świadomość, że jej twórczość znalazła uznanie. Podpisywała nawet swoje obrazy: „Malarka słynna po całym świecie”.
Kilkakrotnie była na leczeniu w Kobierzynie w szpitalu psychiatrycznym. Tam zainteresowali się nią dwaj profesorowie, którzy zgłębiali twórczość osób chorych psychicznie: z powodów medycznych - Antoni Kępiński, psychiatra, a z powodów artystycznych - Aleksander Jackowski, znawca sztuki naiwnej. - Jej malarstwo przekazuje wprost różne emocje, mimo że widzimy nawiązania do konwencji sztuki sakralnej, ona nie stara się nic naśladować. To jest czysta ekspresja głębokich, silnych ludzkich emocji - podsumował prowadzący spotkanie.
Pokazał też twórczość innych uznanych, chorych psychicznie, artystów, m.in. Włocha Carlo Zinellego, Czecha Karela Formana (pokrywa własnymi kompozycjami wszystkie powierzchnie w swoim domu, tworząc gigantyczny collage). Polak Edmund Monsiel pozostawił 450 niezwykle pracochłonnych rysunków wykonanych ołówkiem. Początkowo pojawiało się na nich wiele motywów religijnych, ale już wtedy cała powierzchnia była szczelnie wypełniona. Z czasem malował tylko twarze w różnych konfiguracjach, twarze w twarzach.
- Być może to jest cena za twórczość - szaleństwo. Może twórczość jest nagrodą za cierpienia szaleństwa. Nie wiadomo - zauważył Jarosław Górski.
Następne spotkanie - poświęcone art brut -9 marca.
ELŻBETA BORZYMEK

Źródło: „Nowy Wyszkowiak” Nr 10 z 7 marca 2017 r.